kobieta-z-magdalii blog

Twój nowy blog
Ziemek: Ale się oplotkowałem dziś! Mogę być szefem :*



Ja: Zasada nr 1 – Szefowie nie plotkują… Szefowie przekazują sobie informacje… :P

Takie to są uroki bycia nie-bycia szefem duszpasterstwa…
Postawa to dementować, dementować i jeszce raz dementować wszelkie doniesienia ze świata. No! :)

-mc.

zabiegana

3 komentarzy

Czasem wydaje mi się z jednej strony, że moje zabiegane życie nigdy nie zwolni. Z drugiej natomiast, że po studiach przyjdzie taki moment, że będę umierać z nudów.
Jest czas, że nic nie robię – nie mam żadnych spraw do załatwienia, żadnego kolokwium. Tak bywa, gdy jestem na przykład na zwolnieniu lekarskim. :]
Przez resztę roku bywają takie tygodnie, że nie wiem w co ręce włożyć.
Audycja w radiu, spotkania organizacyjne w DA, poumawiane spotkania ze znajomymi, jakiś wyjazd, załatwianie najróżniejszych spraw, dzwonienie, jeżdżenie, latanie. Zdarza się, że mój dom przyjmuje formę hotelu. Przychodzę do niego na nocleg, by rano znów wsiąść do wagonika, który zjeżdża z górki, codziennie nabierając to coraz większej prędkości.

Może kiedyś w końcu się zatrzyma?

A może ja po prostu uwielbiam spędzać czas w rozpędzonym wagoniku życia?

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy…

cisza

Re-Aktywacja

1 komentarz

Dosyć
niedawno przypomniało mi się, że założyłam kiedyś bloga. Zabieganie oraz
szeroko rozumiane (lub nie) lenistwo sprawiło, że nie pisałam swoich wynurzeń w
zacną i nieprzejednaną wielkość i szerokość internetu. Wierszy pisać nie będę,
bo nie mam do tego zdolności. Kiedyś próbowałam, ale z marnym skutkiem. Ale
postaram się napisać coś sensownego, albo i nie. Moje (albo i nie moje) wrażenia,
przemyślenia, doświadczenia. Wszakże lepiej wychodzi mi mówienie, ale pisanie też trzeba kiedyś poćwiczyć.

Chcę wykorzystać resztki moich szarych komórek i pobudzić je do twórczego
myślenia, o.

Chyba każdy miał w swoim życiu taki moment, potrzebę podzielenia
się sobą, swoimi myślami, opiniami z drugą osobą.Pisanie
bloga ma na celu podzielenie się mną z Wami – Czytelnikami. Nie szukam grona
fanów, ani wielbicieli.

Kto będzie
to czytał, to będzie. Co z tego wyjdzie? Nie wiem, zobaczymy. Aha, nie radzę
czytać wcześniejszych notek, bo takich bzdur jakie tam są, to ja nie pisałam ;)


I zastanawiam się,czy kobieta-z-magdalii, to przeżytek i czy nie trzeba
stworzyć nowej nazwy…

Z poważaniem, M.

Zaduma

6 komentarzy


To była środa. Jak dziś pamiętam 15 luty 1995 roku. Bolał mnie brzuch. Babcia nie poszła na zakupy.
Jakieś pół godziny później leżąca w drugim pokoju moja prababcia zaczynała umierać…

Może się wydawać komuś straszne, że piszę o śmierci, ale nie była to zwyłka śmierć starszego człowieka, dlatego warto o niej wspomnieć w czas radości i zadumy.

Babcia zdała sobie sprawę, że zaczyna odchodzić jej ukochana matka, z którą razem tyle w życiu przeszły…

Moja prababcia przez całe swoje życie zawierzała wszystko Panu Bogu. Mimo, że była prostą osobą, posiadała charyzmę i ogromną wiarę, którą można było zauważyć w jej codziennym niesieniu krzyża swego życia. Przeżyła I wojnę światową. II wojna światowa nie oszczędziła jej męża. Razem z moją babcią uciekały przed najeźcami ze wschodu. To były ciężkie czasy. Bieda, głód. Bogu zawierzała życie swoje i swoich bliskich.
Modlitwą zaczynała każdy dzień. Skromna, czuła, z przebogatym wnętrzem.

Znałam ją krótko. 8 lat. Ale z tych ośmiu lat wiele pamiętam… Pisząc to, łza kręci się oku.

To czas na wspomnienia o świętych i czas wspominania zmarłych…

Zbliżała się godzina 15:00, gdy do drzwi zapukał wezwany przez moją babcię kapłan z olejami świętymi. Kapłan, który przez wiele lat przychodził do prababci z Komunią – z Jezusem w pierwsze soboty miesiąca. Wiedział, że to będzie ich ostatnie spotkanie w tym domu.

Prababcia leżąca na łóżku. Spokojna. Ostatkiem sił trzymająca w dłoni zapaloną gromnicę.
Kapłan namaszczający ją świętymi olejami. Wspólnie mądlący się z nią. Świadek śmierci i jednocześnie narodzin.
Narodzin dla nieba…

Piszę to z całą odpowiedzialnością i ufną wiarą w to, że byłam naocznym świadkiem jej życia.

Wybiła godzina 15:00, godzina Miłosierdzia Bożego. Godzina w której Jezus Chrystus umierał na Krzyżu. Razem z nim moja kochana prababcia, Melania. Gasząc swą duszą – ostatnim tchnieniem świecę – linię łączącą jej schorowane ciało z duszą, która szykowała się na spotkanie z Bogiem.

Odeszła. Narodziła się ponownie. Dla Nieba, dla Chrystusa. Smutek, żal, nigdy niewypowiedziane słowa, wyrzuty sumienia.

Czasami odczuwam jej obecność. Czasami aż namacalnie. Nie boję się, bo była to najwspanialsza, święta osoba z jaką mogłam dzielić cztery ściany domu. Krew z jej krwi. Jestem jej malutką cząstką.
Proszę ją o wstawianie się za mną u Pana. Jest niezastąpiona.

Święci żyją wokół nas, tylko trzeba się rozejrzeć. My sami możemy stać się świętymi. Wysarczy z drugim człowieku zobaczyć Chrystusa. Jakie to czasami trudne.

15 luty 1995r. 91 lat, 1 miesiąc, 1 dzień…

180px-Plonaca_swieca.jpg


  • RSS